Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plecionki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plecionki. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 czerwca 2012

Kolczyki

Dziś obiecane kolczyki.

Będą dwie pary.

Pierwszą parę zrobiłam już jakiś czas temu. Spodobał mi się taki sposób oplecenia dużego korala małymi koralikami w kształcie ryżu i drobnymi ziarenkami. Znalazłam w swoich zbiorach pasujące koraliki i zrobiłam "koszyczki" na kulki. W środek włożyłam akrylowe bursztynowe kule.
Dopiero niedawno je dokończyłam i powiesiłam na drobnym łańcuszku, żeby sobie ładnie dyndały. No i zostawiłam je tym razem dla siebie :)
Kolczyki są dość długie ok.6cm bez bigla.



Drugie robiłam już z myślą o sobie (jakiś egoistyczny dzisiaj ten post :)). Chciałam mieć kolczyki na zawody jeździeckie. Zrobiłam je z konikami jakie kupiłam przy okazji któregoś zamówienia, chyba z Pasartu. Śliczne dwustronne koniki są sprzedawane z myślą o charmsach. Ja jakoś ani za charmsami ani za koralikami modułowymi nie przepadam, wręcz ich nie cierpię, ale postanowiłam je wykorzystać na swój sposób. Dodałam oczywiście niebieski akcent, bo jakżeby inaczej :) - dzień bez koloru niebieskiego jest przecież dniem straconym :p Żartuję oczywiście, ale kolor uwielbiam i mam sporo bluzek w różnych odcieniach niebieskości, więc zawsze do czegoś będą pasowały te kolczyki. Dość już czczej gadaniny. Kolczyki we własnej osobie, na fotce:



To taki mój wyraz uwielbienia do tych zwierząt. A i na co dzień będą się ładnie prezentowały, prawda?

Dziś trochę może skromnie, a i kolczyki nie najwyższych lotów. Ot, takie składaczki w zasadzie, no i plecionka. Ale mają swój urok i pomyślałam, że je pokażę.

Zapowiedź na kolejny raz, kolejny post to: szydełkowe sznury. Także w nieco innym wydaniu. 
Tak żeby Was zaciekawić...

piątek, 13 kwietnia 2012

Iryski i bonus

Dla Ani wykonałam szkatułkę na listy. Ozdobiłam ją ciemnofioletowym irysem, beżowymi wzorkami a'la koronka i fioletowym szlaczkiem. A dla niespodzianki w środku umieściłam, takiego samego iryska, ale wyciętego w owalu, otoczonego srebrnymi naklejanymi ozdobnikami.






Wolno idzie mi przedstawianie paczuszki dla Ani, więc dziś bonusik i będzie jeszcze jedna rzecz. Kolczyki świderki, zwane również DNA. Rdzeń jest czarny, reszta koralików w dwóch rodzajach granatu (dają ładny kontrast chyba ze względu na wykończenie powierzchni koralików, a na tym zależało Ani, właśnie na tym kontraście).


Bardzo Wam wszystkim dziękuję za komentarze, bardzo miło je czytać i łapię się na tym, że czytając je bezwiednie się uśmiecham :D Bardzo lubię pokazywać na blogu to co robię, bo wiem, że ktoś zajrzy i podzieli się swoją opinią, doradzi, a nawet skrytykuje (bardzo proszę, nie mam nic przeciwko :P). Potem czytam to wszystko, te słowa płynące z Waszych serc i wiem, że WARTO. Tak po prostu warto!!
Dziękuję.
C.D.N.

czwartek, 14 lipca 2011

Anielskie kolczyki

To już piąty post dzisiaj, ale obiecałam, że wszystko nadrobię.

Ostatnie pokażę kolczyki, takie jak kiedyś zrobiłam do kompletu dla Cioci. Anielskie kolczyki, tak je nazywam. Tym razem zrobiłam je dla fryzjerki na zamówienie. Nie rozpisuję się, bo już kiedyś o nich pisałam. Wzór zaczerpnięty z magazynu z USA, jest to fragment naszyjnika przerobiony na potrzeby kolczyka.




Zdjęcia zrobiłam z lampą, bo pogoda nie dopisała, a i mało czasu miałam...

To jak już nadrobiłam braki, to pewnie jakiś czas cisza będzie na blogu. Jak pisałam w poście o zakupach, nie mogę sobie jeszcze zorganizować czasu po pracy. Musze się ze wszystkim oswoić i przywyknąć. Nie mam też nowości z biżuterii, ale coś tam w końcu wydziergam :)

środa, 1 grudnia 2010

W tak zwanym międzyczasie

Wiadomo, że jak się ciągle robi to samo, traci się kreatywność i świeżość pomysłów. Dlatego warto czasem spróbować czegoś innego, by odświeżyć umysł.

Przeglądając dość liczne książki o tworzeniu biżuterii, postanowiła spróbować nowego ściegu. Spiralny ścieg peyote'owy wydawał się najciekawszy. Zrobiłam mały kawałek i od razu mi się spodobał. Tak się rozpędziłam, że wykonałam nim cały długi naszyjnik! Można owinąć się nim dwa razy :P

Wybrałam większe koraliki 3mm, żeby dobrze widzieć próbkę ściegu, jednak na naszyjnik ten rozmiar okazał się idealny.

Segment tej robótki zaczynał się od 40 koralików do podstawowego rzędu. Z takiego właśnie kawałka zrobiłam kolczyki na tej samej zasadzie, dodałam jednak więcej rzędów, bo aż 5. (W naszyjniku były tylko 3.)


Gdy naszło mnie na tematykę ślubną (w trakcie powstawania tego białego naszyjnika z kaboszonkiem), zrobiłam także kolię z siatki w tych samych kolorach: białym i srebrnym.
Wypróbowałam także obszywanie agatu drobnymi koralikami tak, aby znajdowały się one tylko przy brzegu kamienia i nie zasłaniały żadnej ze stron. Sporo się nagimnastykowałam, gdyż nieprzymocowany agat do żadnego podłoża ciągle wyskakiwał z koralikowej "obroży". Powiesiłam go na łańcuchu St. Petersburgskim, także podejrzanym z książeczki. (Zamieściłam już ten naszyjnik w poprzednim poście, jednak tutaj może nawet lepiej pasuje.) Całość pięknie się błyszczy złotem, a delikatny kremowy agat dodaje naszyjnikowy subtelności.

 Jeszcze jeden naszyjnik z przewagą złota i odrobiną fioletu powstał z kwadracików z rurek i drobnych koralików za pomocą ściegu right-angle (zwanym po prostu ściegiem prawym). Prosty i lekki, a  jednocześnie dość elegancki.


W moich przygodach z tworzeniem bizuterii nie mogło zabraknąć także filcowania (na morko). Kilka kuleczek zrobiłam już wcześniej, jednak tym razem postanowiłam zrobić coś metodą rolowania (najczęściej są to płaskie formy) i na okrągło (czyli bez szwów, a mimo to wszystko się trzyma jak należy). Zrobiłam najpierw małą próbkę, która miała zostać potem wisiorem, ale jest trochę za gruba.

Trójkącik zrobiłam z... aż wstyd się przyznać... z psiej sierści. Oczywiście nie ogoliłam własnego psa (ani cudzego :P ), tylko wykorzystałam sierść po wyczesaniu go szczotką. Dodałam z fioletowej wełny literkę "M" na środku. Śmiałam się, że to pierwsza łatka do zimowego ubranka, ale nawet gdybym chciała je zrobić i tak bym nie zdążyła - dziś jest już ok. -11 stopni.

Techniką rolowania na okrągło zrobiłam etui na telefon komórkowy z podpiętymi zestawem słuchawkowym, który nie mieścił się do zwykłego etui. Fioletowy, bo to ulubiony kolor siostry. Zapomniałam napisać, że to w prezencie dla niej było właśnie.
W zasadzie, w środku jest on niebieski i przy różnym oświetleniu daje inny odcień fioletu, ale gdybym nieco nie oszukała nie starczyłoby mi wełny. Ważne, że się spodobał i jest przydatny.
Jeszcze jedna koralikowa plecionka. Na podstawie wzoru z internetu zrobiłam sobie taki wisior,rueda pazdani), ale pomyślałam, że z mniejszych rurek można zrobić kolczyki. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Oto efekt. Delikatne, lekkie i eleganckie niczym koronka. Zawiesiłam na biglach olbrzymach, by nie zniknęły w dłuższych włosach.

Wzór na broszkę (znowu z książki) zmieniłam na kolczyki i wisiory. Jeszcze ich nie wykończyłam, gdyż zajmuję się teraz haftem koralikowym, ale najważniejsza część już jest. Dwie pary kolczyków i dwa wisiory (jeden ma już nawet wieszanie).


W rzeczywistości mają ładniejszy kolor i delikatnie się mienią.

Tyle udało mi się zrobić w tak zwanym międzyczasie, próbując czegoś nowego. Wracam teraz do haftu koralikowego. Jak na razie na nic innego nie mam ochoty :P

środa, 24 listopada 2010

Ach te początki...

Jak każda biżuteryjka zaczynałam od prostego nawlekania koralików jeden za drugim w różnych konfiguracjach. Były to najczęściej kolczyki, mniej lub bardziej udane.




Potem były próby oplatania drutem, zwłaszcza kolczyków. Ciężko to jeszcze nazwać wire-wrappingiem, ale takie są początki.
 













W ogóle na początku pochłaniało mnie tylko robienie kolczyków. Bransoletki pojawiały się sporadycznie. Naszyjniki, tak na prawdę robię od niedawna. Pierwszy był na zamówienie, ale okazało się, że kamienie były za małe dla tej osoby i teraz należy on do mnie.
(Zdjęcia niestety nie są zbyt pomysłowe ani najlepszej jakości, bardziej wciągało mnie tworzenie biżuterii.)

Był też eksperyment ze sznurkiem - również na prezent, tym razem dla Cioci.
No i wreszcie po kursie biżuterii hand-made, zainteresowałam się co można zrobić z tych małych koralików, które do tej pory uważałam za nieprzydatne.

 Oto co udało się stworzyć na kursie: (chyba nic nie pominęłam, oprócz jednego na szydełku)

 










I moja duma, na zakończenie kursu do sesji zdjęciowej zrobiłam ten naszyjnik na sznurku. Trwało to jakieś bite 4 dni!! Do dziś wszyscy się nim zachwycają!


Natchnęło mnie po kursie na naszyjniki, wisiory...



 bransoletki i kolczyki...

 

kwadratowe plecionki...











Gdy już nie wyobrażałam sobie biżuterii bez drobnych koralików, zaczęła się moja przygoda, a raczej nowa fascynacja haftem koralikowym. Ale to już historia na kolejnego posta...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...