Niedawno powstała czarno-czerwona kolia. A tak na prawdę niedawno to ją skończyłam. Zaczęłam już tak dawno temu, że już nie pamiętam kiedy. I jak to z odłożonymi projektami bywa, zmieniła mi się jego koncepcja. Miała to być kolia składająca się z kilku obszytych kamyków - pastylki koral rekonstruowany i płaskie łezki jaspisu (chyba), połączonych sznureczkami koralików, taka trochę wiktoriańska... Ale gdy kończyłam obszywać kamyki i zaczęłam się nimi bawić, że tak powiem, układać przekładać po stole, nagle ułożyły mi się we wzór i już tak zostało. Zszyłam wszystko ładnie, dodałam gdzieniegdzie koraliki między głównymi elementami. Całość miałam powiesić na spirali z drobnych koralików, ale ostatecznie wybrałam szklane czarne koraliki rozdzielone drobnymi czerwonymi. Do tego zrobiłam pierwszy raz koralikowe przekładane zapięcie typu toggle. Ładnie wyszło? Według mnie tak. Nawet bardzo ładnie ;)
Moje twórcze zmagania z koralikową materią, czyli co z koralików można zrobić dodając do nich twórczą pasję i serce.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolia. Pokaż wszystkie posty
piątek, 2 marca 2012
środa, 1 grudnia 2010
W tak zwanym międzyczasie
Wiadomo, że jak się ciągle robi to samo, traci się kreatywność i świeżość pomysłów. Dlatego warto czasem spróbować czegoś innego, by odświeżyć umysł.
Przeglądając dość liczne książki o tworzeniu biżuterii, postanowiła spróbować nowego ściegu. Spiralny ścieg peyote'owy wydawał się najciekawszy. Zrobiłam mały kawałek i od razu mi się spodobał. Tak się rozpędziłam, że wykonałam nim cały długi naszyjnik! Można owinąć się nim dwa razy :P
Wybrałam większe koraliki 3mm, żeby dobrze widzieć próbkę ściegu, jednak na naszyjnik ten rozmiar okazał się idealny.
Segment tej robótki zaczynał się od 40 koralików do podstawowego rzędu. Z takiego właśnie kawałka zrobiłam kolczyki na tej samej zasadzie, dodałam jednak więcej rzędów, bo aż 5. (W naszyjniku były tylko 3.)
Gdy naszło mnie na tematykę ślubną (w trakcie powstawania tego białego naszyjnika z kaboszonkiem), zrobiłam także kolię z siatki w tych samych kolorach: białym i srebrnym.
Wypróbowałam także obszywanie agatu drobnymi koralikami tak, aby znajdowały się one tylko przy brzegu kamienia i nie zasłaniały żadnej ze stron. Sporo się nagimnastykowałam, gdyż nieprzymocowany agat do żadnego podłoża ciągle wyskakiwał z koralikowej "obroży". Powiesiłam go na łańcuchu St. Petersburgskim, także podejrzanym z książeczki. (Zamieściłam już ten naszyjnik w poprzednim poście, jednak tutaj może nawet lepiej pasuje.) Całość pięknie się błyszczy złotem, a delikatny kremowy agat dodaje naszyjnikowy subtelności.
Jeszcze jeden naszyjnik z przewagą złota i odrobiną fioletu powstał z kwadracików z rurek i drobnych koralików za pomocą ściegu right-angle (zwanym po prostu ściegiem prawym). Prosty i lekki, a jednocześnie dość elegancki.
W moich przygodach z tworzeniem bizuterii nie mogło zabraknąć także filcowania (na morko). Kilka kuleczek zrobiłam już wcześniej, jednak tym razem postanowiłam zrobić coś metodą rolowania (najczęściej są to płaskie formy) i na okrągło (czyli bez szwów, a mimo to wszystko się trzyma jak należy). Zrobiłam najpierw małą próbkę, która miała zostać potem wisiorem, ale jest trochę za gruba.
Trójkącik zrobiłam z... aż wstyd się przyznać... z psiej sierści. Oczywiście nie ogoliłam własnego psa (ani cudzego :P ), tylko wykorzystałam sierść po wyczesaniu go szczotką. Dodałam z fioletowej wełny literkę "M" na środku. Śmiałam się, że to pierwsza łatka do zimowego ubranka, ale nawet gdybym chciała je zrobić i tak bym nie zdążyła - dziś jest już ok. -11 stopni.
Techniką rolowania na okrągło zrobiłam etui na telefon komórkowy z podpiętymi zestawem słuchawkowym, który nie mieścił się do zwykłego etui. Fioletowy, bo to ulubiony kolor siostry. Zapomniałam napisać, że to w prezencie dla niej było właśnie.
W zasadzie, w środku jest on niebieski i przy różnym oświetleniu daje inny odcień fioletu, ale gdybym nieco nie oszukała nie starczyłoby mi wełny. Ważne, że się spodobał i jest przydatny.
Jeszcze jedna koralikowa plecionka. Na podstawie wzoru z internetu zrobiłam sobie taki wisior,rueda pazdani), ale pomyślałam, że z mniejszych rurek można zrobić kolczyki. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Oto efekt. Delikatne, lekkie i eleganckie niczym koronka. Zawiesiłam na biglach olbrzymach, by nie zniknęły w dłuższych włosach.
Wzór na broszkę (znowu z książki) zmieniłam na kolczyki i wisiory. Jeszcze ich nie wykończyłam, gdyż zajmuję się teraz haftem koralikowym, ale najważniejsza część już jest. Dwie pary kolczyków i dwa wisiory (jeden ma już nawet wieszanie).
W rzeczywistości mają ładniejszy kolor i delikatnie się mienią.
Tyle udało mi się zrobić w tak zwanym międzyczasie, próbując czegoś nowego. Wracam teraz do haftu koralikowego. Jak na razie na nic innego nie mam ochoty :P
środa, 24 listopada 2010
Ach te początki...
Jak każda biżuteryjka zaczynałam od prostego nawlekania koralików jeden za drugim w różnych konfiguracjach. Były to najczęściej kolczyki, mniej lub bardziej udane.

W ogóle na początku pochłaniało mnie tylko robienie kolczyków. Bransoletki pojawiały się sporadycznie. Naszyjniki, tak na prawdę robię od niedawna. Pierwszy był na zamówienie, ale okazało się, że kamienie były za małe dla tej osoby i teraz należy on do mnie.
Oto co udało się stworzyć na kursie: (chyba nic nie pominęłam, oprócz jednego na szydełku)
I moja duma, na zakończenie kursu do sesji zdjęciowej zrobiłam ten naszyjnik na sznurku. Trwało to jakieś bite 4 dni!! Do dziś wszyscy się nim zachwycają!
Natchnęło mnie po kursie na naszyjniki, wisiory...
bransoletki i kolczyki...

Gdy już nie wyobrażałam sobie biżuterii bez drobnych koralików, zaczęła się moja przygoda, a raczej nowa fascynacja haftem koralikowym. Ale to już historia na kolejnego posta...
Potem były próby oplatania drutem, zwłaszcza kolczyków. Ciężko to jeszcze nazwać wire-wrappingiem, ale takie są początki.
W ogóle na początku pochłaniało mnie tylko robienie kolczyków. Bransoletki pojawiały się sporadycznie. Naszyjniki, tak na prawdę robię od niedawna. Pierwszy był na zamówienie, ale okazało się, że kamienie były za małe dla tej osoby i teraz należy on do mnie.
(Zdjęcia niestety nie są zbyt pomysłowe ani najlepszej jakości, bardziej wciągało mnie tworzenie biżuterii.)
Był też eksperyment ze sznurkiem - również na prezent, tym razem dla Cioci.
No i wreszcie po kursie biżuterii hand-made, zainteresowałam się co można zrobić z tych małych koralików, które do tej pory uważałam za nieprzydatne.
Oto co udało się stworzyć na kursie: (chyba nic nie pominęłam, oprócz jednego na szydełku)
I moja duma, na zakończenie kursu do sesji zdjęciowej zrobiłam ten naszyjnik na sznurku. Trwało to jakieś bite 4 dni!! Do dziś wszyscy się nim zachwycają!
Natchnęło mnie po kursie na naszyjniki, wisiory...
bransoletki i kolczyki...
kwadratowe plecionki...

Gdy już nie wyobrażałam sobie biżuterii bez drobnych koralików, zaczęła się moja przygoda, a raczej nowa fascynacja haftem koralikowym. Ale to już historia na kolejnego posta...
Subskrybuj:
Posty (Atom)






























